Świadectwo
Jarka z Rejsu Ojców 2010. Nie mam pojęcia
jak to się
dzieje ale ponownie w tym roku miałem dość duże kłopoty z dotarciem
na czas na Rejs Ojców. Gdy nasza srebrna Mazda pomykała pokonując
ostatnie 40 km przed Giżyckiem nagle zrobiło się
ciemno, wokół błyski, co rusz przez drogę
przelatywały zerwane gałęzie,
za chwilę
w ostatnim momencie uniknąłem zderzenia z przewalonym dużym konarem
drzewa,
wycieraczki pracowały na maksymalnej szybkości ale i tak niewiele było
widać - dopiero teraz zorientowałem się,
iż mimo iż z Warszawy jechałem w sznurze pojazdów to nagle
pozostałem sam na drodze w samym środku szalejącego cyklonu burzy,
wszyscy gdzieś zniknęli.
Tuż przed samochodem piorun uderzył w ziemię
rozkładając swój charakterystyczny zygzak na trzy części.
Zacząłem się
modlić by jakoś to przejechać, gdyż wiedziałem, że w porcie już
czeka na mnie mój nowy sternik Leszek. Pan Bóg i tym razem okazał się
litościwy i swoją niewidzialną ręką
przeprowadził nas bezpiecznie przez nawałnicę,
która za moment zamieniła się
w piękną
pogodę.
Jeszcze po drodze tylko krótka rozmowa z miłą panią policjantką,
która nazwała mnie "jednookim bandytą" - chodziło o brak lewego
światła w reflektorze - skończyło się
upomnieniem. Po dojechaniu na miejsce poznaliśmy się
z nową załogą i udaliśmy się
na zasłużony odpoczynek.
W tym roku organizatorzy Rejsu Ojców
postanowili, iż popłyniemy na północ od Giżycka. Armada jachtów liczyła 20
łodzi na których pokładach byli zarówno dotychczasowi rutyniarze jak
i zupełnie nowe osoby. Wśród załogantów powitaliśmy ponownie ks.
Andrzeja Rabija i po raz pierwszy ks. Piotra Michalskiego.
W sobotę
wypływamy
z Pięknej
Góry k/Giżycka, jeszcze tylko po drodze musimy uzupełnić paliwo w
naszym Tesie 32, jeszcze tylko krótka wizyta u bosmana i ruszamy dalej.
Opływamy wyspy Duży Ostrów, Sosnowy Ostrów, Kiermuzę
Wielką by przybić do zatoki w Zimnym Kącie. Tutaj ks. Andrzej i ks.
Piotr odprawiają pierwszą mszę
dla Ojców i Dzieci. Tego dnia przyszło do nas Słowo ewangelii wg Św.
Łukasza, w którym dowiedzieliśmy się
o poszukiwaniu Jezusa przez Jego rodziców, o ich trosce o Niego. Czyż My
ojcowie też nie jesteśmy poszukującymi swoich dzieci? Niby są przy nas a
jakże często
ich gubimy - czasami tracimy? Szukajmy relacji ze swoimi dziećmi. W słowach kazania Ojcowie dowiadują się,
iż są bardzo ważnym ogniwem w rodzinie. Ks. Andrzej wskazuje, iż na
pierwszym miejscu jest dobro rodziny i wzajemna miłość a dopiero na
drugim jej utrzymanie. Jakże ważne są to dla nas Ojców słowa?
Współczesny świat oferuje wiele "atrakcji" ale musimy wiedzieć, że
to tylko pozór dobra. Ojciec jest dobrem komplementarnym i musi
dawać świadectwo swoją postawą dla swojej rodziny i jej otoczenia.
Po mszy obowiązkowa kąpiel w zatoce i pierwszy obiad przyrządzany
wspólnie przez Ojców z Dziećmi. Po obiedzie wyruszamy w dalszą trasę
po jeziorze Kisajno, przepływamy przez Zatokę
Łabap by wpłynąć na wody jeziora Dobskiego - tutaj opływamy wyspę
Kormoranów i kierujemy się
do Sztynortu. Ten piękny
dzień kończymy modlitwą i apelem Jasnogórskim.
W niedzielę
o 10-tej msza koncelebrowana przez naszych niezastąpionych
kapłanów w namiocie specjalnie przygotowanym przez
sztynorcki kapitanat. Modlimy się
-
My Ojcowie, modlą się
nasze dzieci, modlą się
też przybyli goście, którzy dołączają podczas mszy. W ewangelii
słyszymy o kobiecie obmywającej łzami nogi Jezusa i ocierającej
włosami Jego stopy w
domu faryzeusza Szymona. Ta posługa ukazuje nam jaką postawę
my Ojcowie powinniśmy przyjmować w swoich rodzinach.
Jakże często
o tym zapominamy? Czas podjąć refleksję
nad swoim życiem.
Na koniec mszy kapłani błogosławią nas kładąc na
nasze głowy ręce.
Jakże wymowny i piękny
to gest, jak często
My Ojcowie winniśmy błogosławić nasze dzieci i czynić na ich czołach
znak krzyża? Tato czy pamiętasz
o tym gdy Twoje dziecko idzie spać albo gdy wychodzi z domu?
Po mszy
wyruszamy na jezioro Dargin - żeglujemy przy dość mocnym wietrze,
niektórzy tylko na foku, nasza załoga troszkę
ryzykuje i stawia oba żagle. Ciężki
Tess płynie szybko przez wzburzone wody jeziora. Przed mostem Kirsajty
kładziemy po raz pierwszy maszt by wypłynąć na Jezioro Kirsajty.
Cała załoga spisuje się
znakomicie.
Po
drodze jeszcze tylko, krótki przystanek na toaletę
i już wpływamy na jezioro Mamry. Pogoda super - wieje, więc
do ostatniej chwili łapiemy wiatr w żagle i doskonalimy umiejętności
żeglarskie. Tego dnia docelowym portem są Kietlice. Dzieci z
pomostu łapią rybki, wspólny śpiew, gra w piłkę i ognisko. Tak mija nam niedziela
drugi dzień Rejsu Ojców - który tradycyjnie kończymy wieczorną
modlitwą prowadzona przez kapłanów.
W
poniedziałek rano dowiadujemy się
o regatach, które zorganizowali nam włodarze tego Rejsu. Trasa
wyścigu biegnie od wysp Gniłych wokół wyspy Upałty. Nasz jacht
początkowo prowadzi w stawce uczestników regat ale niestety jej ciężar
i nasz brak doświadczenia powoduje, że po pewnym czasie zostajemy wyprzedzeni przez niektóre
załogi. Ostatecznie kończymy pod koniec pierwszej dziesiątki. Regaty
wygrał mój kolega z pracy Mirek , którego sternikiem był jego szwagier
Sergiusz na
czerwonym jachcie Antyla 27. Muszę
tu wspomnieć, iż drugie miejsce w regatach zajął najmłodszy wśród sterników
Filip Świątek. Po zakończonych regatach kierujemy się
do portu w Mamerkach, gdzie o 14-tej odbywa się
trzecia msza naszego Rejsu. Tego dnia przychodzi do nas Słowo wg św.
Mateusza. Jezus zaprasza nas do odrzucenia przemocy. Zło dobrem zwyciężaj
- to słowa których uczył nas ks. Jerzy Popiełuszko. Czy dostrzegasz Tato
sygnały, które wysyła do Ciebie Twoje dziecko?
Wychowanie dzieci, utrzymanie, ukazanie postawy chrześcijańskiej to
słowa, które padają podczas mszy z ust naszych kapłanów. Ojcowie
także potrzebują miłości dzieci - by im pomagały swoją modlitwą i
dobrym słowem. Po mszy tradycyjnie obiad a potem zwiedzamy pobliskie mamerskie bunkry by wyruszyć w powrotną drogę
do Sztynortu, gdzie wieczorem w modlitwie ks. Andrzej prosi o
modlitwę
za rodziny w trudnej sytuacji.
Ostatni dzień
rozpoczynamy poranną mszą na której kapłani mówią o postawie
zbytniego perfekcjonizmu i bałaganiarstwa. Tego poranka przyszło do
nas Słowo wg. św. Mateusza w którym usłyszeliśmy o podejściu do trudnych
spraw o konieczności odrzucenia przemocy i pokochania wrogów. Słyszymy także o umiejętności
tolerancji. Ks. Andrzej przywołuje postać prześladowanego przez SB ks. Popiełuszki,
wynoszącego herbatę
oficerom SB, którzy go obserwowali dzień i noc. Jakże trudno tak po
ludzku to zrozumieć a co dopiero naśladować? Jaka jest nasza wizja Pana
Boga? Kto jest dla nas Ojców nieprzyjacielem?
Z "nieprzyjaciół" musisz Tato uczynić swoich przyjaciół. Padł też przykład Cesarza Chińskiego, który przytulał
swoich nieprzyjaciół i czynił ich swoimi przyjaciółmi. Jezus
przecież mówił, że nie sztuka kochać tych, którzy są przyjaciółmi
wszakże i poganie tak czynią - ale
sztuka kochać tych, którzy nas nienawidzą. Starajmy się
czynić w ten sam sposób.
Nasza codzienność i kształtowana postawa jest okazją do świętości.
Doskonałość liczy się
z drugim człowiekiem - jako wyzwaniem dla życia.
Miej
ufność w Panu Bogu. Bóg Cię
rozumie - takim jaki jesteś. Bóg nie chce dołować żadnego człowieka.
Perfekcjonizm w złym rozumieniu kieruje ludzi do sekt, jogi i
buddyzmu. Ks. Piotr w kazaniu do dzieci przywołał przykład strzały
wystrzelonej do kury przez dzieci z misji Papui Nowej Gwinei. Ta
strzała miała jedynie zaspokoić głód. Jakże często
jednak dzieci wysyłają strzały o innym charakterze, które często
godzą mocniej niż taka zwykła strzała - bo godzą w serca ich
rodziców.
Taką
strzałą są często
złe uczynki, które trafiają w nas rodziców. Dzieci powinny o tym pamiętać
i miłować swoich rodziców a nie strzelać do nich ze strzał złych
zachowań. Ks. Piotr zakończył słowami "Nie strzelajcie do swoich
rodziców".
Dziękujemy
za wszystkie dobra, które się
dokonywały na tym Rejsie.
Dziękujemy
Panu Bogu za opiekę.
Dziękujemy
organizatorom, Ojcom i ich dzieciom za świadectwo tego, że w obecnych
czasach od nas samych zależy bardzo wiele i to jakimi będą
nasze dzieci w znacznej mierze zależy od nas samych. Osobiście dziękuję
Leszkowi za jego postawę
podczas rejsu.
Napisał i obfotografował
Jarek Ślubowski
Ojciec trzech wspaniałych synów: Michała, Łukasza i Szymona
Galeria foto